piątek, 20 lipca 2012


Rozdział 6

Obiad minął w przyjaznej atmosferze. Jennifer nie chciała robić sobie konfliktów z Harrym, więc postanowiła pierwsza wyciągnąć do niego rękę. Po tym, jak nie przyszedł nic zjeść postanowiła pójść do niego. Kurczaka już nie było, więc przyrządziła mu jego ulubioną sałatkę przy pomocy Agathy. Wiedziała, że zostanie tu jeszcze jakiś czas, więc kłótnie  z Hazzą nie były wskazane. Po zakończeniu przyrządzania owego dania skierowała się do pokoju Lokowatego z dobrymi zamiarami. Zapukała. Po usłyszeniu „proszę” weszła do środka. Harry się zdziwił, to był fakt. Czego mogła od niego chcieć?
- Skoro nie zjadłeś kurczaka zrobiłyśmy ci coś innego. Smacznego. – położyła talerz na szafce nocnej po czym opuściła pokój
Odetchnęła głęboko i skierowała się w stronę schodów. Na jej drodze stanął jednak Lou.
- Co ty na to, żebyśmy gdzieś wyszli? – zapytał z nadzieją
- Znaczy, gdzie? – spojrzała na niego badawczo
- No nie wiem. Gdzie chcesz. – uśmiechnął się czule
- Hmm. Dawno nie byłam w kinie. – odwzajemniła uśmiech po czym skierowała się w stronę swojego pokoju. – Za 30 minut na dole. – powiedziała przy wejściu po czym zniknęła w drzwiach
Louis cieszył się w duchu. W końcu mogli wyjść gdzieś bez zbędnego udawania. Jak kumple, a nie jak para. Był przebrany, więc te pół godziny mógł przeznaczyć na coś głupiego. Choćby na wkurzanie swojego przyjaciela, który był w trakcie konsumowania sałatki.
- Co tam Haroldziku? – usiadł obok niego na łóżku – Smakuje ci? To dobrze. Jennifer się starała. – wyszczerzył się
- Zjadliwa. – odrzucił
-  Oj przestań się dąsać! – szturchnął go – Przecież nie zabiła ci rodziny. Nie masz powodów, żeby tak bardzo jej nienawidzić. – oburzył się
- Eleanor była jedyną dziewczyną, z którą mogłem się tobą dzielić. – próbował rozładować sytuację
- Ale kochanie! Nadal jestem twój! – rzucił mu się na szyję
Agatha weszła do pokoju mając ten sam zamiar co Lou, ale inne metody. Kiedy otworzyła drzwi ujrzała Louisa klejącego się do jej faceta. Ten widok był co najmniej dziwny, mimo tego, iż widziała go codziennie.
- Em.. Chyba powinnam wyjść. – zaśmiała się – Harry, kochanie, masz jeszcze moją szminkę na policzku.
- Co?! – spojrzał teatralnie Louie – Zdradzasz mnie?! O nie. To już przesada! Seksu dzisiaj nie będzie! – krzyknął z udawaną złością i wyszedł z pokoju
- Wariat. – podsumował Harold
- Totalny. – powiedziała Agatha, czule całując swojego chłopaka
            Po 30 minutach Jen była na dole. Wyglądała naprawdę ładnie. Czarne rurki, biała bluzka na ramiączkach i krótka, czarna skóra. Louis aż zagwizdał pod nosem. Kiedy jednak podsumowała to facepalmem uspokoił swoje dzikie instynkty i poszli do auta. Po południe  zapowiadało się obiecująco. Z takim szaleńcem jak Lou nie mogło być inaczej. Około 20 minut zajęło im dotarcie na miejsce. Po wejściu do kina nie obeszło się bez autografów i zdjęć. Kiedy Louis został otoczony, Jenni kupiła bilety. O dziwo nie wybrała jakiegoś wyciskacza łez, tylko coś, co Lou na pewno się spodoba, a mianowicie… Megamocny! Wiedziała, że jej przyjaciel lubi takie bajki, więc bez zastanowienia kupiła miejsca w ostatnim rzędzie. Nie chciała, żeby rzucali się w oczy. Po dziesięciu minutach dołączył do swojej partnerki z uśmiechem na twarzy.
- Lepiej idź to zmyj. – wskazała palcem na ślad szminki na jego policzku – To nie wygląda fajnie. – zrobiła niezadowoloną minę
- Zazdrosna? – uniósł brew z cwaniackim uśmiechem
- Nie, po prostu wyglądasz kretyńsko. Idź do łazienki bo zaraz się zacznie. – poganiała go
Po chwili wrócił już z czysta twarzą. Objął ją w pasie i skierowali się do odpowiedniej sali. Zajęli swoje miejsca i usadowili się w nich wygodnie. Obok nich usiadła młoda kobieta z małą dziewczynką. Okazało się, że Lou i ta zacna pięcioletnia dama znaleźli wspólny język podczas oglądania bajki. Śmiali się najgłośniej ze wszystkich, a ich komentarze były niesamowicie trafne. Ogółem wypad się udał. Louie postanowił uczynić Megamocnego swoim nowym bohaterem. Przez kolejne pół dnia parodiował rozkoszne zmiękczenia tej oto postaci.
- Boisz się pjająków? – zapytał uśmiechnięty
- Tak, szczególnie tych ze szykoły w Metrosziti. – spojrzała na niego jak na kretyna, ale on nadal się cieszył
Był zupełnie innych chłopakiem, niż ten, który przyszedł do niej pocieszyć się po zdradzie dziewczyny. Kiedy śmiał, aż serce się rodowało. A może tylko u niej wywoływał takie emocje? Nie wiedziała. W każdym bądź razie nie potrafiła być smutna, kiedy on się cieszył. Emanowało od niego niesamowite ciepło. Był zupełnym przeciwieństwem jej oczekiwań i kryteriów. Mimo wszystko jednak, nie chciałby, żeby się zmieniał. Był inny niż ci wszyscy. Lubiła ich, ale według niej Lou był oryginalny. Być może myślała tak, bo znała go lepiej niż resztę? Sama nie wiedziała. Uśmiechnęła się pod nosem i wróciła na ziemię.
- Co teraz robimy? – zapytał naładowany pozytywną energią
- Ja wybrałam kino, teraz ty wybieraj. – powiedziała idąc z nim pod rękę w stronę samochodu
- Może pójdziemy coś zjeść? – zasugerował promiennie
- Przecież niedawno był obiad. – zdziwiła się
- Ale twój facet jest głodny czy ci się to podoba czy nie. – zaśmiał się i pociągnął ją w stronę małej, przytulnej knajpki
Spędzili tam około trzech kwadransów. Jenni wypiła drinka, a Lou soczek. Cóż, taki żywot kierowcy. Do tego Louie zaspokoił swój głód zapiekanką z szynką, pieczarkami, papryką i podwójnym serem. Po zapłaceniu ustalili, że pójdą się przejść. Spokojny spacer jeszcze nikomu nie zaszkodził. Ten spokój jednak nie trwał długo. Idąc pewną alejką Jen spostrzegła gołębie. Rozradowana pobiegła do pierwszego lepszego sklepu, aby kupić kilka bułek dla ptaków. Louis widząc jak wraca z małą reklamówką spojrzał badawczo nie kryjąc politowania.
- Chyba nie zamierzasz teraz im tego dawać? – zaśmiał się
- Owszem i ty mi w tym pomożesz. – pociągnęła go za sobą
Lou nie krył swojego strachu przed gołębiami. Zachowywał jak paranoik. Jennifer miała z niego niezły ubaw. Po jakimś czasie zaczął się chyba przyzwyczajać do tego, że latają wokół. Po przełamaniu swojego lęku dołączył do dziewczyny. To było zabawne patrząc jak drży mu ręka, kiedy wystawia ją w kierunku ptaków. Jak widać nie był taki nieustraszony. Do supermana mu jeszcze trochę brakowało, ale na dzień dzisiejszy nie było najgorzej. Zabawa z gołębiami trwała około 30 minut. W końcu ile można karmić ptaki? Oboje w dobrych humorach kontynuowali spacer.
- Byłeś dzielny. – śmiała się z niego
- Tak, śmiej się, Proszę bardzo. – obraził się
- Oj Louie! – szturchnęła go – Nie zachowuj się jak dziecko.
- Wypraszam sobie. – zbulwersował się
- Oj Misiu. – objęła go od tyłu
- Teraz „Misiu”, a jak twój facet bał się gołębia to się śmiałaś. – nie ustępował
- Nie fochaj się już. Co ma zrobić? – spojrzała na niego z nadzieją
Louis ujrzał naprzeciwko nich fontannę. Nie zamierzał przejść obok niej obojętnie. Jen musiała odpokutować ten haniebny czyn, jakiego się dopuściła. Spojrzał na nią z cwaniackim uśmiechem i zaczął biec przed siebie. Zdezorientowana dziewczyna pobiegła za nim. Gdyby tylko wiedziała jaki miał cel na pewno nie zrobiłaby tego. Kiedy znalazła się obok Louisa szybko pożałowała swojej decyzji. Chłopak wziął ją na ręce i po chwili znalazła się w fontannie.
- Louis! Ty rozpuszczony, zidiowaciały, egoistyczny dupku!
Lou jednak nie miał czasu przejmować obelgami na swój temat. Był za bardzo rozbawiony widokiem mokrej i wściekłej Jen. Jego radość nie trwała długo. Szybko zrozumiał, że nabijanie się z poszkodowanej nie wróży nic dobrego. Czerwona ze złości Jennifer pociągnęła chłopaka za rękę, więc po chwili znalazł się obok niej. Ludzie przechodzący obok nie byli jakoś specjalnie zdziwieni. Na ich twarzach widać było uśmiechy. Kto wie, może ci dwaj debile poprawili im humor? Wściekłość Jen zmieniła się w rozbawienie, kiedy dołączył do niej Lou. Jeszcze przez moment chlapali się jak dzieci, jednak kiedy byli już cali mokrzy postanowili wrócić do domu. Jennifer cała się trzęsła, było jej zimno. Zanim dotarli do samochodu zdążyła jeszcze kilka razy wykląć pod adresem chłopaka. Na szczęście parking nie był aż tak daleko, żeby zdążyła go zabić.
- I teraz będziesz miał mokre siedzenia. – powiedziała czekając, aż otworzy samochód
- Teraz to najmniejszy problem. Zgubiłem kluczyki. – zrobił niezadowoloną minę
- Chyba sobie kurwa żartujesz?!?! – ukryła twarz w dłoniach opierając się o maskę samochodu
Lou podszedł do niej i okrył ją swoją bluzą, ale chwila. Skąd on miał bluzę? Jen spojrzała w jego stronę. To co czuła, kiedy wrzucił ją do fontanny było niczym w porównaniu do tego co czuła teraz. Ten idiota stał przed otwartymi drzwiami samochodu machając kluczykami.
- Żartowałem. Wsiadaj. – zaśmiał się
- Zabiję cię! – krzyknęła siadając na przednim siedzeniu trzaskając drzwiami
- Spokojnie, uszkodzisz moje cacko! – pogłaskał kierownice teatralnie
Jen nic nie powiedziała. Do końca drogi nic nie mówiła. Kiedy zaparkowali pod domem obrażona poszła do swojego pokoju. Szybko zdjęła mokre ubrania i założyła piżamę. Mimo suchych ubrań nadal było jej zimno. Wskoczyła pod kołdrę, żeby trochę się rozgrzać. W tym momencie nie miała nawet ochoty na papierosa. Po chwili do jej pokoju wbił nie kto inny jak Tomlinson. Jen nie odzywała się. Lou podszedł do łóżka i położył się obok niej.
- Oj przepraszam. – odgarnął kosmyk włosów z jej czoła
- Louie, dziękuje za ten dzień. – uśmiechnęła się lekko
Później nic już nie mówili. Louis widząc, że nadal jest jej zimno przytulił ją. Po dwudziestu minutach Jennifer zasnęła. Lou nie chciał jej budzić. Wyglądała zbyt słodko. Tomlinson też był zmęczony. Mimo walki ze snem, poległ. Po chwili spał już obok Jen obejmując ją. To dziwne. Wyglądali jakby tak miało być już zawsze.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pierwszy rozdział, który mi się podoba. Może być, nie?

Misia

Rozdział 5

Następnego dnia Jennifer wstała dość wcześnie. Poszła do łazienki uczesać włosy i przemyć twarz. Po skończeniu tych czynności wyszła na balkon zapalić porannego papierosa. Zajęło jej to chwilkę, bo rozmyślała o wczorajszym dniu. Zastanawiała się czy dobrze zrobiła pomagając Louisowi. Zdawała sobie sprawę, że to wszystko może skończyć się wielkim skandalem, ale czego się nie robi dla swojego wybawcy?  Pełna dziwnych wątpliwości zeszła na dół. Z kuchni dochodził głos Lou i jeszcze jeden, ale nieznany jej. Po przekroczeniu progu pomieszczenia ujrzała chłopaka o czarnych włosach opartego o blat kuchenny. Po chwili dopiero podeszła przywitać się ze swoim domniemanym chłopakiem.
- Cześć. – uśmiechnęła się ciepło
- Hej. – wyszczerzył się Zayn
Louis podszedł do Jen i objął ją w pasie. Coś mu jednak nie pasowało.
- Paliłaś. – stwierdził
- O! Koleżanka od papierosa. – ucieszył się ciemnooki na co Lou spiorunował go spojrzeniem
- Oj jednego. – uśmiechnęła się cwaniacko
- Louie, jeden to nie zbrodnia. – wyraził swoje zdanie Czarnowłosy
- Zayn, jeśli dowiem się, że razem chodzicie na fajkę to…
Nie dokończył bo Jen zamknęła mu usta pocałunkiem.
- A tak właściwie to jest moja… - zaczął po zakończeniu udawanych czułości
- …dziewczyna. Wiem, Harry już nas poinformował. W każdym bądź razie jestem Zayn. – przerwał chłopakowi podając rękę dziewczynie
- Jennifer. – uśmiechnęła się – Cieszę się, że nie jestem jedyna paląca w tym towarzystwie. – zaśmiała się
- Ja tyle czasu sobie radziłem, więc ty też dałabyś radę. – puścił jej oko
- Są aż tak mało spostrzegawczy? – zapytała sarkastycznie co Lou podsumował chrząknięciem
Urażony Lou wyglądał zabawnie. Po jeszcze kilku prowokujących słowach udał obrażonego i poszedł pod prysznic. Korzystając z jego nieobecności palacze udali się na tyły domu. Skitrali się na schodach prowadzących na podwórko i odpalili papierosy.
- Louis nie lubi, kiedy dziewczyna pali. – powiedział Zayn
- Wiem. – zaciągnęła się
- Więc dlaczego palisz? – spojrzał na nią badawczo
- Paliłam zanim go poznałam. Sam wiesz jak trudno rzucić. – westchnęła ciężko
- Już drugi rok mówię, że rzucę, dla fanów, ale masz rację, to nie jest łatwe. – zaśmiał się
Posiedzieli jeszcze chwilę i wrócili do środka. W kuchni już tętniło życie. Było słychać krzyki i kłótnie. Zayn zobaczył grymas na twarzy dziewczyny, więc uspokoił ją tłumacząc, że to norma. Kiedy znaleźli się w środku tego całego zamieszania zauważyli, że śniadanie jeszcze nie jest gotowe. Po poznaniu przez Jen reszty zespołu zawiedzeni poszli poczekać na Louisa w salonie, gdzie zastali Agathę i jeszcze jedną dziewczynę. Wybranka Harrego uśmiechnęła się ciepło do Jennifer podchodząc do niej.
- Nie miałyśmy okazji się osobiście poznać, jestem Agatha, dziewczyna Harrego. – wyciągnęła rękę w jej stronę
- Współczuję. – zaśmiała się – Jestem Jennifer, ale to już wiesz. – podały sobie dłonie i usiadły na kanapie.
Dziewczyna towarzysząca Agathcie miała na imię Ruth. Pochodziła z Brazylii i była zjawiskowo piękna. Często się śmiała, emanowała pozytywną energią. Dowiedziała się, że projektuje ubrania. Współpracuje ze sławnymi Domami Mody, ale Jennifer nie zapamiętała nazw, bo nie miała bladego pojęcia o czym mówi. W każdym bądź razie mówiła o swojej pracy z wielkim entuzjazmem. Miała przy sobie teczkę ze swoimi projektami, które im pokazała. Była naprawdę ładne. Okazało się, że z Agathą przyjaźnią się już jakiś czas, więc bywa tu często. Tym razem jednak przyjechała pocieszyć dziewczynę po kłótni z chłopakiem. Jen nie wiedziała, dlaczego partnerka Harrego tak zawzięcie wczoraj jej broniła. Przecież Lokaty miał rację, była pierwszą lepszą. Nie miała zamiaru aż tak bardzo mieszać. Z zasadzie to nawet nie chciała tu mieszkać. Louis ją tu przywiózł i bez żadnego „ale” musiała tu zostać. W dodatku wpakowała się w udawanie jego dziewczyny. Nie musiała tego robić ale pod wpływem chwili ludzie robią gorsze rzeczy. W zasadzie taki układ jej się podobał. Lou naprawdę nieziemsko całował. Mogła go mieć bez żadnych zobowiązań. Związek bez przywiązywania się do siebie, dlaczego nie? Wiedziała, że jak to wszystko wyjdzie na jaw to całe One Direction się wścieknie, ale nie dbała o to. Lou powinien o tym pomyśleć zanim jej to zaproponował. Z przemyśleń przerwał ją przeraźliwy krzyk dochodzący z kuchni. Pod sufitem zaczął unosić się dym i czuć było zapach spalenizny. Okazało się, że zabawa z patelnią w wykonaniu Nialla nie była wskazana. Omlety, które według niego „jeszcze nie były gotowe” teraz miały czarną barwę. Oczywiście nadawały się jedynie do śmieci. Mimo starań Blondyna pierwszej porcji nie udało się uratować. Na szczęście nie cała masa się zmarnowała. Wszyscy wspólnymi siłami doprowadzili kuchnię do porządku i przyrządzili resztę omletów bez większych komplikacji. Po chwili dołączył do nich Louis. Niedługo po nim pojawił się Harry, który widząc jak Lou obejmuje Jen poszedł z powrotem na górę.
- Co mu jest? – zapytała zdziwiona Jennifer
- Zawsze się obraża jak Louie z kimś kręci. – wytłumaczył rozbawiony Liam
- Dlaczego? – zaśmiała się
- Wiesz, między nimi jest chemia. – wybuchnął śmiechem Niall
- O proszę, czego ja się dowiaduję! – zaczęła się śmiać Jen – Louis, żeby życie miało smaczek, raz dziewczynka, raz chłopaczek? – spojrzała na niego z widocznym rozbawieniem
Słowa dziewczyny spowodowały falę śmiechu przy stole. Lou nie odpowiedział, tylko strzelił rumieńca. Po skończonym posiłku i uszczypliwych uwagach obrażony poszedł pogodzić się z Haroldem. Poszło mu to sprawnie, bo po piętnastu minutach wspólnie zeszli po schodach wygłupiając się i śmiejąc. To mogło być do przewidzenia. Ocieplenie się relacji Larrego wcale nie zmieniło stosunku Hazzy do Jenni. Po prostu nie przepadał za nią. Według niego nie miała w sobie nic wyjątkowego. Była wulgarna i paliła papierosy. Wiedzieli, że wytrzymanie ze sobą pod jednym dachem może być nie lada wyzwaniem, ale postanowili podjąć się tego trudu. Harry zabrał Agathę na spacer, żeby przeprosić ją za wczorajszy dzień. Poniosło go. Wiedział, że jego dziewczyna nienawidzi takich sytuacji, dlatego starał się dzisiejszego ranka unikać towarzystwa Jennifer. Dziewczyna uświadomiła mu jednak, że niechęć do Jenni nie wywodzi się z jej wad, ale z tego, że znalazła się na miejscu Eleanor. To był fakt. Hazza poznał Lou z Ele. Według niego byli dla siebie stworzeni. Akceptował jej obecność. Była jedyną kobietą, której mógł zaufać i powierzyć jej pod opiekę Lou. Naprawdę nie widział nic aż tak strasznego w tym, że raz zdarzyło jej się zrobić błąd. Nikt nie jest idealny. On sam też wiele razy nawalił, ale Agatha mu wybaczała. W tym właśnie była magia. Spacer minął im bardzo przyjemnie. Kilka fanek rzuciło się po autograf czy zdjęcie, ale to wszystko. Po niecałych dwóch godzinach wrócili do domu.
            W domu roznosił się zapach obiadu. W kuchni urzędował Louis i Jennifer. Postanowili nie dopuszczać Nialla do garów po porannym incydencie. Po wspólnych zakupach stwierdzili, że na obiad przygotują kurczaka w ziołach. Wydawało im się najlepszym pomysłem. Wspólnie szło im nawet nieźle. Lou okazał się dobrym kucharzem. Jego śliczny fartuszek dodawał mu uroku. Jennifer zaczynała czuć się tu coraz bardziej swobodnie. Wspólne palenia z Zaynem, przedrzeźnianie Louisa z Niallem i Liamem oraz Harry, który jej nie lubił. Pomijając tą ostatnią osobę byłoby okej. Blondynek co chwilę zaglądał do kuchni wypytując o postępy w przygotowaniach. Wszyscy śmiali się, że nie może wytrzymać zapachów, więc wychodzi za podwórko. Nie dziwili mu się, kurczak pachniał pięknie. Cudowną atmosferę zepsuło jednak przybycie Harrego.
- Co dziś na obiad? – zapytał wchodząc do kuchni
- Kurczak. – odpowiedziała obojętnie Jen
- Nie mam dziś ochoty na kurczaka. – powiedział oschle
- Harry. – dziewczyna Hazzy zasygnalizowała swoje niezadowolenie
- Spokojnie Agatha. Ja wiem, że Pan Styles za mną nie przepada. Można powiedzieć, że z wzajemnością. Jednak skoro mu cos nie pasuje zawsze może opuścić to pomieszczenie, bo zanieczyszcza to cenne powietrze. Obiadu na życzenie też nie ma, więc jeżeli Harold jest niezadowolony to zawsze może zjeść jakże zdrowego fast fooda. Prawda Harry? – zapytała retorycznie uśmiechając się sztucznie
Chłopak nie odpowiedział tylko ze złością na twarzy wyszedł. Opanowanie Jennifer było godne podziwu. Agatha wściekała się po każdej uwadze Harrego na temat Jen. Louis też starał się ograniczyć wszelkie niemiłe zajścia. Nikt jednak nie spodziewał się, że tak doskonale poradzi sobie sama. Po odejściu Harolda, Louis wyszczerzył się do Jen.
- Moja dziewczynka. – pocałował ją w policzek
- Wow. Harry pewnie wyrywa włosy ze złości. – zachichotała Agatha
- Tylko nie te zacne loki! – wykrzyczał Louie – Jestem z ciebie dumny. – wyszeptał obejmując dziewczynę od tyłu
- Grunt to nie dać się wyprowadzić z równowagi. - uśmiechnęła się
Kiedy kurczak był już gotowy wszyscy zawołali towarzystwo na obiad. Harry się nie zjawił. W końcu czego mogli się spodziewać? Jennifer uraziła jego męska dumę. Należało mu się. Jen czuła, że to nie jest jej ostatnie starcie z Haroldem tego dnia, ale niczego się nie obawiała. Odgoniła myśli krążące wokół irytującego Stylesa i wróciła do rozmów panujących przy obiedzie.

_____________________________
Taki sobie !!!
liczę na komy 
Misia 


Rozdział 4

Krzyki Jennifer było słuchać w całym domu. Całe towarzystwo zebrało się, aby oglądać tą zabawną scenę. Louis tylko spiorunował ich spojrzeniem i zaprowadził Jen na górę, aby pokazać jej pokój. Była obrażona i rozzłoszczona. Miała za złe Louisowi, że nie ustalił tego z nią. Mógł zapytać czy tego chce. Wiedziała, że odpowiedziałaby, że nie potrzebuje niczyjej pomocy, ale taka była prawda. Miała wrażenie, że Lou się nad nią zlitował, a tego nie wybaczyłaby mu. Weszła do pokoju kładąc swoją torbę na łóżku. Wszystko się w niej gotowało. Musiała jakoś wyładować swoją złość. Louis zamknął za nią drzwi, chciał pogadać, ale Jennifer była zbyt rozwścieczona. Nie ogarniał jej myślenia. Powinna się cieszyć, że uwolniła się od Hektora, ale tak nie było. Nie wiedział dlaczego. Postanowił uspokoić ją trochę, ale nie dał rady. Dziewczyna chwyciła co miała pod ręką i rzuciła na podłogę. Dopiero kiedy szkoło rozbiło się na ziemi dotarło do niej co zrobiła. Ramka ze zdjęciem matki leżała w kawałkach na ziemi. W pokoju zapanowała cisza, a Jenni tylko podniosła fotografię. Ujrzawszy widniejącą na nim datę jej oczy się zaszkliły, a chwilę po tym po policzkach zaczęły spływać jej łzy. Usiadła załamana na łóżku wpatrując się w przestrzeń. Louis zmartwił się. Nie wiedział co spowodowały ten nagły płacz.
- Jennifer, co się stało? – usiadł obok niej
- Dzisiaj jest rocznica jej śmierci, a ja.. – głos jej się załamał - ..zapomniałam. – ukryła twarz w dłoniach
Lou wiedział, że matka była dla niej niesamowicie ważna, dlatego tak się zachowała. Nie był pewien czy robi dobrze, ale podniósł ją, posadził na swoich kolanach i mocno przytulił. Dziewczyna nie opierała się. Wtuliła się w chłopaka cicho łkając. Ta sytuacja go zdziwiła. Jen zazwyczaj była silna, nie pokazywała słabości, wręcz przeciwnie. Teraz jednak okazało się to tylko pozorami. Była wrażliwa i potrzebowała wsparcia i on zamierzał je jej dać. Dotarło do niej, że ma szczęście, że trafiła na Lou. Pomógł jej. Jako jedyny z nich wszystkich wyciągnął do niej pomocną dłoń. Wiedziała, że wszystko co robi przeczy jej wdzięczności, ale ona po prostu nie potrafiła inaczej. Teraz Louis był z nią. Trzymał ją w ramionach i pilnował żeby poczuła się lepiej.
- Lou... Przepraszam i dziękuję. – wyszeptała
- W porządku. – powiedział nadal ją tuląc
Jeszcze przez chwile dochodziła do siebie. Kiedy wstała z kolan Louisa skierowała się do łazienki przemyć twarz. Oczy miała spuchnięte, a makijaż rozmazany. Po długiej pracy wyglądała jak przedtem. Może za wyjątkiem czerwonych oczu, ale to szczegół. Kiedy opuściła łazienkę Lou siedział na łóżku zdenerwowany.
- Co się stało? – zapytała zmartwiona
- Eleanor jest na dole. Chce ze mną porozmawiać. – niespokojnie tupał nogą
- Chyba powinieneś tam zejść. Mimo wszystko nie możesz jej olać. – poklepała go po ramieniu
- Co mam jej powiedzieć? Że nadal ją kocham? Że tęsknię, ale nie wrócę do niej bo z bardzo mnie zraniła? – wstał i zaczął nerwowo chodzić po pokoju
- Spokojnie, wszystko będzie w porządku. Głowa do góry. – uśmiechnęła się ciepło
- Dzięki. – pocałował ją w czoło – Mam dość nietypową prośbę. Mogłabyś udać przed Eleanor, że coś nas łączy? Myślę, że zostawiłaby mnie wtedy w spokoju. – czekał na jej reakcję
- Em… Nie uważasz, że to dziwne? To chyba nie jest dobry pomysł. Zresztą, co pomyślą twoi przyjaciele? – spojrzała na niego z wyrzutem
- Masz rację. Przepraszam. Idę, odpoczywaj. – powiedział i opuścił pokój
Skąd mu przyszedł do głowy taki pomysł? Czy naprawdę uważał, ze to mogłoby wypalić? Nie była do końca przekonana co do tego. Pokręciła się chwilę po pokoju zastanawiając się czy nie powinna przypadkiem mu pomóc. Doszła do wniosku, że on bardzo się poświęcił dla niej, więc mogłaby mu się w ten sposób odwdzięczyć. I tak miała tu zostać, więc postanowiła pozbyć się przynajmniej Eleanor. Zeszła na dół. Z salonu dobiegały odgłosy rozmowy. Wydawało jej się, że jest tak ktoś jeszcze oprócz Louisa i jego byłej. Miała rację. Po usłyszeniu nieznanego jej męskiego głosu jej przypuszczenia się potwierdziły.
- Louis, ja naprawdę żałuję. – powiedział zdesperowany żeński głos
- Przyznaj się, co Ci zrobił ten frajer? – usłyszała drwinę w jego głosie
- To nieistotne. Błagam, wybacz mi. – mówiła przez płacz
Agatha nie była zadowolona z wizyty Eleanor. Miała nadzieję, że Louis nie da się nabrać. Chcąc ratować sytuację postanowiła sięgnąć ostatniej deski ratunku.
- Lou, a co z Jennifer?
- Kim jest Jennifer? – spojrzała zdziwiona Eleanor
- Jego dziewczyną. – ujrzeli dziewczynę wchodzącą do pomieszczenia
Louis szybko zrozumiał, że Jen przyjęła jego wcześniejszą propozycję. Wstał z fotela i skierował się w stronę swojej domniemanej dziewczyny. Objął ją w pasie i pocałował ją delikatnie. To wszystko nic dla nich nie znaczyło. Lou było ciężko, ale potrafił opanować na chwile swoje emocje. Dziękował w duchu, że Jenni mu pomogła. Nie wiedział jak postąpiłby, gdyby ta rozmowa ciągnęła się dłużej.
- Sama widzisz, że ja nauczyłem się żyć bez ciebie. Tobie też radzę. To koniec. – powiedział wyprowadzając Jennifer za rękę z salonu
Eleanor szybko opuściła dom One Direction. Lou odetchnął z ulgą. Nie spodziewał się jednak, że Harry tak bardzo się wścieknie.
- Co to miało być? Pojebało cię?! Najpierw mówisz, że tęsknisz, a potem puszczasz się z pierwszą lepszą! - wskazał na Jen
- Harry, uspokój się do jasnej cholery! – krzyczała Agatha
- Może lepiej sobie pójdę? – zapytała Jen
- Idź, zaraz do ciebie wrócę. – powiedział Lou
Dziewczyna skierowała się do pokoju. Zachowanie nieznajomego chłopaka trochę ją zdenerwowało. Podeszła do swojej torby wyciągając z niej paczkę papierosów. Wyszła na balkon i zapaliła jednego. Musiała poddać się nikotynowym pieszczotom. Po wypaleniu jednego sięgnęła po następnego, ale pojawił się Tomlinson, który zburzył jej plany.
- Nie wiedziałem, że palisz. – zdziwił się
- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz. – podsumowała – Sytuacja na dole opanowana?
-  Tak jakby. Agatha się pokłóciła z Harrym i wyszła trzaskając drzwiami. – skrzywił się lekko
- I to wszystko przeze mnie. Mówiłam ci, że nie powinnam tu zostawać. Twój kumpel mnie nie lubi, reszta jeszcze mnie nie zna, ale pewnie też nie polubi. Kto chciałby się przyjaźnić z dziwką? – spojrzała na niego pytająco
- Ja. – zabrał jej papierosa z ręki – Jeżeli chcesz to możemy na razie im nie mówić o twojej przeszłości. Wie tylko Agatha, ale ona jest nieszkodliwa. – uśmiechnął się ciepło
- Zróbmy tak. – przytaknęła
- Jenni, dziękuję, że pomogłaś mi z Eleanor. – odgarnął niesforny kosmyk włosów z jej czoła
- W porządku. Chciałam się jakoś odwdzięczyć za zabranie mnie z tego burdelu. Tak nawiasem mówiąc.. Przed twoimi kumplami też będziemy udawać? – zapytała ciekawa
- Jeżeli chcesz to mogę im wytłumaczyć, że zrobiłem to, żeby pozbyć się Elean.. – przerwała mu
- Nie, w porządku. Pomogę ci. - oznajmiła
- Dziękuję. – uśmiechnął się czule
Rozmawiali jeszcze jakiś czas na balkonie. Dobrze im się gadało. To dziwne, ale bawienie się w dziewczynę Louisa Tomlinsona mogło być zabawne. W końcu niecodziennie jego przyjaciel nazywa cię pierwszą lepszą. Cóż, musiała przywyknąć. Widocznie nie zrobiła dobrego pierwszego wrażenia. Miała to gdzieś. Nie miała zamiaru się podporządkowywać. Louisowi odpowiadała jej osobowość, więc dlaczego miałaby się zmieniać? Coraz częściej myślała o Lou i o tym co by pomyślał w danej sytuacji. Powoli zaczynało ją to denerwować, ale cóż ona mogła? Kiedy weszli z powrotem do pokoju rozsiedli się na łóżku obmyślając plan działania.
- Czyli to jest układ bez zobowiązań? Nie posądzamy się o zdradę i robimy co chcemy? – upewniała się
- Tak. Myślę, że to dobry układ. – powiedział dumnie
- Powiedzmy. – zaśmiała się
- Mam do ciebie prośbę. – zaczął niepewnie chłopak – Tylko się we mnie nie zakochaj.
- Miłości nie ma. Istnieje jedynie pociąg fizyczny. Nie musisz się o to martwić. – zapewniała
- Istnieje. Kiedy poczujesz jaka jest silna zrozumiesz, że się myliłaś. – uśmiechnął się lekko
- Ja też mam prośbę. Nie dawaj mi powodów, żebym poczuła jej siłę.
Lou spojrzał na nią swoimi bajecznymi tęczówkami.  Chciała powiedzieć mu, żeby już sobie poszedł, ale zamknął jej usta oczywiście nic nieznaczącym pocałunkiem. 

__________________________________________
Piszcie swoje sugestie w komentarzach :D  
Misia


Rozdział 3

            Louis wrócił do domu zamyślony i nieobecny. O mało nie przejechał staruszki na przejściu dla pieszych. Na szczęście w porę się zorientował, że musi się zatrzymać. Jego myśli krążyły wokół Jennifer. Był zły, że nie pozwoliła sobie pomóc. Przecież mogła pojechać z nim i wszystko byłoby w porządku. Martwił się. Podał Mary swój numer telefonu w razie czego. Obiecał sobie, że uda mu się ją uwolnić. Była jedynie przypadkową dziewczyną, ale zmieniła nieco jego nastawienie do swoich problemów. Zrozumiał, że są na świecie ludzie borykający się z gorszymi rzeczami. Na przykład Jennifer, którą życie zmusiło do prostytucji. Po przekroczeniu progu od razu skierował się do kuchni. Otworzył lodówkę i wyciągnął z niej piwo. W domu wydawało się nie być nikogo. Cisza była tu obca dlatego stwierdził, że chłopcy gdzieś wyszli. Kiedy wszedł do salonu jego przypuszczenia nie do końca się potwierdziły. Na kanapie Harry i Agatha nie szczędzili sobie czułości. Zmierzył ich spojrzeniem i usiadł na fotelu. Wszystko dookoła przypominało mu o chwilach spędzonych z Eleanor. Cholerni tęsknił. Gdyby nie fakt, że nigdy go nie kochała chciałby jej wybaczyć, znów ją przytulić. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że to wszystko minęło. Rozdział noszący jej imię został zakończony. Obecnie czuł się fatalnie. Z jednej strony uparta Jennifer, a drugiej miłość do Eleanor. Czuł, że wszystko wymyka mu się z pod kontroli. Wiedział, że jego uczucie minie, ale musiał dać sobie czas. Otworzyć się na nowe kontakty. Stwierdził jednak, że najpierw załatwi sprawę z Jennifer, a następnie zajmie się sobą. Tak wydawało się mądrzej.
- Louie, co się dzieje? – zapytał Hazza, ale Lou nie odpowiedział
- Martwimy się o ciebie. – powiedziała dziewczyna
- Nie macie powodów, jest w porządku. – powiedział i upił łyk piwa – Jestem po prostu trochę zmęczony.
- To może idź odpocznij. – doradzała mu
- Nie, dam radę. Zresztą, ostatnio i tak cierpię na bezsenność.
Harry czuł, że Lou się zmienił. Nie był taki sam. Wszystko co mówił nie zawierało emocji. Nie poznawał go. Nie robił już scen zazdrości, nie przychodził się przytulić. Stawał się całkiem obcy. Wszyscy starali się mu pomóc, ale on tego nie chciał. Mówił, że sam sobie z tym poradzi. Jego chwilowy kryzys nie wpływał na pracę. Dalej dawał z siebie wszystko, bo tego od niego wymagano. Hazza chciał go jakoś pocieszyć, ale sam nie popierał jego decyzji. Uważał, że Eleanor popełniła błąd, ale nikt nie jest nieomylny. Lubił ją, więc chciał przekonać Louisa do zmiany zdania. Jednak bezskutecznie.
- Pójdę z tobą i cię ululam do snu, co ty na to? – zapytał Harry
- Wolałbym wspólny prysznic. – wysilił się na uśmiech
- Czyli jeszcze nie jest z tobą aż tak źle. – ucieszył się Harold i podszedł go przytulić
- Powinnam chyba być zazdrosna. – zamyśliła się Agatha
- Ty masz go cały czas, a ja tylko od czasu do czasu. Nie bądź taka. – zbulwersował się Lou
- Spokojnie. – zaśmiał się Hazza – Idę wziąć kąpiel, idzie ktoś ze mną? – uniósł brew
- Damy mają pierwszeństwo. Mną się zajmiesz jak Agatha pójdzie spać. – Lou uśmiechnął się lekko
- Idź sam, ja sobie wyjaśnię co nieco z Panem Tomlinsonem. – spojrzała szyderczo
- Bój się Boo Bear, ona gryzie. – powiedział Hazza i opuścił pomieszczenie
W salonie przez chwilę panowała cisza. Louis cieszył się, że jego Hazzuś trafił na taką dziewczynę. Była ładna, miła, zabawna, szczera, zawsze uśmiechnięta. Nie dąsała się, ani nie robiła wielkich scen zazdrości. Poznali się pewnego dnia w klubie, gdzie była kelnerką. Pech chciał, że przez pijanego Harolda straciła pracę. Agatha bardzo go nie lubiła. Uważała, że jest kolejnym rozpuszczonym gwiazdorem. Harry poczuł się zobowiązany wynagrodzić jej straconą pracę więc zaprosił ją na kolację. Oczywiście na początku odmówiła, ale Liam ma gadane, więc dała się namówić. Z biegiem czasu spotkania stawały się coraz częstsze, a potem zostali parą. Kiedy skończyły jej się oszczędności musiała opuścić swoje mieszkanie i zamieszkała w domu chłopców. Nikt nie miał z nią problemów. Może dlatego, że zawsze miała coś do powiedzenia i nie były to puste słowa? Tak, można powiedzieć, że była jedną z niewielu dziewczyn Harrego, które można zaakceptować. Jeżeli chodzi o wygadanie się to tez potrafiła słuchać, a nawet zdarzyło jej się zabłysnąć jakimś wspaniałym pomysłem.
- Harrego nie ma, więc przestać wciskać mi kity o zmęczeniu, Tomlinson. – spojrzała na niego wkurzona
- Po co chcesz wiedzieć? – spytał nadal pijąc piwo
- Chcę ci pomóc kretynie. Wydaje mi się, że tu nie chodzi o Eleanor. Mów co ci leży na żołądku. – naciskała
- Ale pod warunkiem, że nikt się nie dowie. Szczególnie Harry. – zaakcentował
- W porządku. To będzie tajemnica. – puściła mu oko
Louis zaczął od dnia w którym Eleanor go zdradziła. Opowiedział jej o wizycie w Paradise i o poznaniu Jennifer. Następnie poznał Agathę z jej historią. Słuchała wszystkiego dokładnie bez zbędnych komentarzy. Wiedziała, że problem Louisa miał głęboki korzeń.
- Lubisz ją. – stwierdziła
- Nom. – spojrzał w przestrzeń
- Porozmawiaj z jej przyjaciółką. Może ona wie co można zrobić żeby jej pomóc? Louis nie możesz się poddawać. Ta dziewczyna jest po prostu uparta, ale dla jej dobra powinieneś cos zrobić. Nie siedź jak ten kołek tylko działaj. – stwierdziła bezpośrednio
- Ale ona mnie znienawidzi. Nie wiesz jaka jest. Myśli, że jest najmądrzejsza i poradzi sobie. Myli się, ja wiem, że sobie nie poradzi. Muszę pogadać z Mary, ale to jutro. – wyciągnął telefon, aby napisać smsa do blondynki.
- Cieszę się, że poznałeś nową dziewczynę. – powiedziała mając nadzieję, że dzięki niej Lou zapomni o Eleanor
- Wiem co masz na myśli Agatha, ale ja nadal kocham Eleanor. Nie licz na to, że Jennifer to zmieni. Chce jej jedynie pomóc. – odrzucił poirytowany
Tak było. Nie chciał patrzeć na to, co dzieje się z Jen. To pozwoliło mu na jakiś czas zapomnieć o jego sytuacji uczuciowej. Agatha była naprawdę miła, ale swoje nadzieje mogła zachować dla siebie. Poszedł do swojego pokoju trochę wkurzony. Wziął prysznic i odczytał wiadomość od Mary.
„Cześć. Jennifer mnie zabije jak się dowie, ale musze Ci coś powiedzieć. Od kiedy wyszedłeś cały czas ryczy. Nie wiem o co Wam poszło, ale ogarnij to. Jeżeli chcesz pogadać to przyjedź o 8:00. Jen zazwyczaj śpi o tej godzinie. Mary.”
Louis odłożył telefon i postanowił położyć się wcześniej spać. Mimo szczerych chęci nie mógł zasnąć. Pokierował się do łazienki i wyciągną z szafki tabletki na sen. Czasem miał takie dni, że zaśniecie sprawiało mu problem dlatego zaopatrzył się w nie. Popił je wodą i wrócił do łóżka. Tym razem jednak poskutkowało. Po dwudziestu minutach zasnął.
            Rano obudziły go promienie słońca. Przeklął w duchu, że zapomniał zasłonić rolet. Wstał i spojrzał na zegarek. Była 8:30.
- Zaspałem, cholera! – przeklął głośno
Szybko pobiegł do szafy wywalając z niej ciuchy. Znalazł coś czystego i skierował się na dół. Umył zęby i wybiegł z domu jak poparzony. Miał szczęście, że wszyscy spali. Szybko odpalił samochód i pojechał w stronę swojego celu. Po dziesięciu minutach był na miejscu. Wbiegł szybko do środka widząc dziewczyny sprzątające bar. Blondynka wycierała blat. Podszedł do niej nieogarnięty.
- Przepraszam za spóźnienie. – powiedział poważnie
- W porządku, Jennifer jeszcze śpi. Chodź. – zaprowadziła go do osobnego pokoju
- Powiedz mi co mogę zrobić. – wycedził na wejściu
- Po pierwsze pogadać z Hektorem o zgodę na zabranie ją poza lokal. Kiedy już ci się uda zadbaj, żeby jej nie znalazł. – powiedziała prawie szeptem
Louis spojrzał na nią ze zdziwieniem. Chciała, żeby ją wywiózł? Nie mógł tego zrobić. To wszystko wydawało mu się bez sensu.
- Nie mogę tak tego załatwić. Powiedz mi, ile jeszcze zostało jej długu? – wpadł na ciekawy pomysł
- Nie wiem, ale niewiele. Takie rzeczy wie tylko Hektor, ale co chcesz zrobić? – spojrzała badawczo
- Spłacić jej pożyczkę. Nie oszukujmy się, mi to nie zrobi różnicy, a dla niej to oznacza wolność. Jest Hektor? – zapytał bezpośrednio
- Nie rób tego. Ona cię znienawidzi. Nie pozwoli na to. Jest zbyt dumna żeby się zgodzić. – ostrzegała
- Wiem, dlatego mi pomożesz. – spojrzał z cwaniackim uśmiechem
Po obgadaniu szczegółów udał się do pokoju, w którym znajdował się Hektor. Chciał zredukować dług Jennifer. Mógł sobie na to pozwolić. Niektórzy cały czas kupują nowy samochód, a niektórzy pomagają innym. On należał do tych drugich. Tak jak myślał Hektor nie robił problemów. Chciał się pozbyć Jennifer jak najszybciej. Doprowadzała go do szału. Trzymał ją tu tylko ze względu na swoje pieniądze. Stwierdził jednak, że pieniądze chce dostać co tydzień. Tak było mu łatwiej. Lou nie do końca zrozumiał dlaczego, ale zgodził się. Po pomyślnym obrocie sytuacji udał się do pokoju, żeby obudzić Jenni. Mary wcześniej spakowała jej rzeczy i zaniosła do samochodu Lou. On sam musiał idealnie skłamać. Kiedy wszedł do pokoju dziewczyny nie spała już. Siedziała na brzegu łóżka. Kiedy zobaczyła chłopaka w drzwiach od razu spojrzała na zegarek. Była dopiero 9:30. Dopiero wstała i nie wyglądała najlepiej.
- Co ty tu do cholery robisz? – zmierzyła go spojrzeniem
- Dziś zabieram cię poza ten zawszawiony lokal. Hektor nie robił problemów. Dziś mamy spotkanie w terenie. Zbieraj się. – oznajmił uśmiechnięty mając nadzieję, że się zgodzi
- Nie masz ciekawszych zajęć? Myślę, że znalazłoby się kilka rzeczy wartych zrobienia i na pewno nie byłoby to spędzanie czasu ze mną. – spojrzała krytycznie
- Nie marudź, przebieraj się i jedziemy. Czekam na dole.
Kiedy zszedł na dół odetchnął z ulgą. Połknęła haczyk. Tylko co będzie kiedy zaparkują pod domem 1D i dowie się, że zostanie tu? Będzie wściekła, na pewno. Po dziesięciu minutach zeszła na dół. Wyglądała obłędnie. Pomyśleć, że wystroiła się tak na spotkanie z nim. Coś niewiarygodnego. Kiedy ujrzała dziwną minę chłopaka uśmiechnęła się w duchu. Widocznie podobał mu się jej dzisiejszy strój. Nic wielkiego, a jednak. Ubrała czarne, obcisłe rurki i biała, luźną bluzkę. Do tego zostawiła rozpuszczone włosy i zrobiła lekki makijaż. Wszystko pasowało. Kiedy już znalazła się obok niego ruszyli do samochodu. Droga minęła im szybko. Jennifer była ciekawa gdzie jadą, ale nie wypytywała. Po dziesięciu minutach ujrzała wielki, piękny dom, choć wyglądał jak jakiś dworek, a raczej dwór. Spojrzała na niego pytająco. Louis nic nie mówił. Zaparkował i wyciągnął z bagażnika jej rzeczy. Nie wiedziała co się dzieje. Domagała się wyjaśnień.
- Od tej pory nie jesteś już częścią Paradise i moja w tym głowa żeby tak zostało. – poinformował krótko
Powoli analizowała jego słowa. Kiedy dotarło do niej co zrobił wściekła się. Zaczęła krzyczeć i wyzywać. Louis starał się ją uspokoić, ale nie dawał rady. Kiedy skierowała się w kierunku bramy wyjściowej stwierdził, że nie ma wyjścia. Dogonił ją i bez pytania przerzucił ją sobie przez ramię niczym Shrek Fionę. Wyrywała się i machała nogami, ale niestety bez skutku. Kiedy postawił ją w holu tego wspaniałego domu usłyszał wiązankę wyzwisk pod swoim adresem oraz oznaki wszelkiego buntu i sprzeciwu.
- Teraz przegiąłeś pałę Tomlinson. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam że mnie tak długo nie było więc postanowiłam napisać dziś 4 rozdziały 

Rozdział 2


3 czerwca 2012 r.


            Jennifer tego dnia miała dobry humor. Wiedziała, że musi zostać w tym zawszawionym burdelu jeszcze tylko do końca miesiąca. Za każdym razem, kiedy musiała obsługiwać jakiegoś klienta czuła się fatalnie. Często jednak miewała takie dni, kiedy Hektor odpuszczał. Miała nadzieję, że to będzie jeden z tych dni. Jej przyjaciółka, o ile tak mogła nazwać jedną w bardziej doświadczonych prostytutek, obchodziła urodziny. Niestety awantura przed południem na to nie wskazywała. Jenn miała w nawyku bezczelne odzywki, ale nie zawsze były one na miejscu. Często dostawała za to po twarzy. Nie potrafiła udawać, że jest posłuszna. Dzisiaj było tak samo. Wystarczyło słowo sprzeciwu ze strony Jennifer, a już rozpętała się awantura. Zapewnił ją więc, że dziś nie odpocznie. Czekała tylko, aż każą jej iść do swojego pokoju, bo czeka tam klient. Na razie jednak wolała siedzieć w pokoju Mary- dziewczyny starszej od niej o rok. Mary chorowała, dlatego Hektor rzadko przydzielał jej jakiegoś klienta. Krążyły nawet plotki, że łączy ją coś z szefem. Często wymykała się w nocy i dziwnym trafem rano wychodziła z jego sypialni. Nikt nigdy nie odważył się podglądnąć całej sytuacji. Jennifer kiedyś próbowała, ale na jej nieszczęście Mary wychodziła, kiedy Jen znalazła się obok drzwi. Siedziała tak do około godziny 20. Stwierdziła, że jest obrażona na Hektora i nie będzie pomagać przy barze. To miał być swego rodzaju bunt. Mężczyzna jednak nie ukarał jej za to. Z pokoju Mary wyciągnęła ją Lizzy.
- Jennifer, twój czas nadszedł. – zaśmiała się
- O, już? Coś wcześnie. Kto tym razem? Afryka, Azja, Australia? – wybuchła śmiechem Jen
- Zaskoczę cię. Jakiś młody, przystojny chłopak. Wygląda na Anglika. Pierwszy raz go tu widzę. Lepiej bądź miła, co jeśli to prawiczek? – udawała poważną Liz
- Ulala. Zapowiada ci się ciekawy wieczór Jenni. – poklepała ją po ramieniu Mary
- Dokładnie tak jak tobie noc. Pozdrów potem szefa. – dogryzła dziewczyna opuszczając pokój
- Haha! Pozdrowię! – wybuchła śmiechem Mary
Jennifer skierowała się do swojego pokoju. Po drodze odwiedziła łazienkę na piętrze, żeby poprawić swój wygląd. Nie było tak źle jak się spodziewała. Otworzyła drzwi. W pokoju stał średniego wzrostu chłopak, o brązowych, dokładnie ułożonych włosach, w czerwonych spodniach i białej bluzce w czarne paski. Spojrzała na niego badawczo. Nie słyszał jak wchodzi. Dostrzegł ją dopiero, kiedy zamknęła drzwi. Obrócił się do niej przodem. Jego oczom ukazała się młoda, seksowna, dziewczyna. Była troszkę niższa od niego, miała długie ciemnobrązowe włosy opadające na ramiona, ciemne oczy i jasną cerę. Ubrana była w czarną, krótka spódniczkę i czerwono-czarny gorset. Zdziwił się. Nie spodziewał się tego, że ujrzy tu tak młodą dziewczynę. Zastanawiał się co tu robi, ale przypomniał sobie, że nie przyszedł tu rozmyślać. Podszedł do dziewczyny składając na jej ustach pocałunek. Jennifer była zaskoczona. Chłopak nie całował jej zaborczo i namiętnie, ale delikatnie i subtelnie. Zrozumiała, że jest zraniony. Znała takie przypadki, wiedziała, że jeszcze chwila i zmięknie. Tak jednak nie było. Był czuły, jak gdyby brakowało mu ciepła. Jen odsunęła się od niego i zbadała go wzrokiem.
- Coś mi się wydaje, że nie potrzebujesz sexu, tylko szczerej rozmowy. – powiedziała siadając na łóżku wskazując mu miejsce obok siebie
- Chyba masz rację. – powiedział cicho i zajął wskazane mu miejsce
- Przychodzi tu wielu mężczyzn. Żonaci, rozmownicy, wdowcy, zaręczeni, samotni, zdradzeni, porzuceni, nieszczęśliwie zakochani. Do których należysz? – spojrzała z zaciekawieniem
Chłopak przez dłuższą chwile patrzył w podłogę. Chyba zbierał myśli. Wyglądał na naprawdę cierpiącego. Jennifer zrobił jej się go żal. Nadal nie odpowiadał.
- Zdradziła cię? Starałeś się, robiłeś dla niej wszystko, a ona wskoczyła innemu do łóżka? – zapytała bezpośrednio, lecz on tylko skinął głową na potwierdzenie – Opowiedz mi o tym. – chciała mu pomóc
- Jest modelką. Miała mieć sesję zdjęciową, kiedy ja miałem próby. Skończyłem wcześniej. Chciałem ją zobaczyć, wesprzeć. Pojechałem na miejsce. Zdjęcia odbywały się w budynku. Wjechałem windą na samą górę i skierowałem się do na koniec korytarza. Owszem, ujrzałem sprzęt do fotografii i fotografa, który zajmował się moją dziewczyną, szkoda tylko, że nie tak jak trzeba. – załamał mu się głos
- Może zrobił to wbrew jej woli? – szukała w głowie sensownego powodu tego zdarzenia
- Nie, gdybyś widziała jak namiętnie i czule go całowała wiedziałabyś, że chce tego. Miałem ochotę zabić tego dupka, ale to ona była wina, a jej nie skrzywdziłbym. – mówił o niej z niesamowitym ciepłem, Jen wiedziała, że ta dziewczyna wiele dla niego znaczyła.
- Przykro mi. Tylko dlaczego przyszedłeś tu? – zapytała zdziwiona
- Myślałem, że będę potrafił zrobić to, co ona. Jednak nie potrafię. – nadal patrzył w podłogę
Nastała chwila ciszy. Jennifer nie wiedziała, czy ma wciskać mu kity, że będzie dobrze, czy powiedzieć, że ta laska to zwykła dziwka. Cóż za paradoks, dziwka będzie dziwkę oceniać. Powstrzymała się więc od komentarza.
- Tak w zasadzie to jestem Louis. – podał jej rękę
- Jennifer. – uśmiechnęła się lekko
- Ile masz lat? – zapytał patrząc na nią badawczo
- 18, od niedawna. – powiedziała skrępowana
- Nie uważasz, że lepiej podbijać świat niż zabawiać niewyżytych mężczyzn? – spojrzał na nią z zaciekawieniem
- To nie tak, że ja jestem tu z własnej woli. Gdybym mogła wybiegłabym stąd szybciej niż zdążyłbyś wypowiedzieć moje imię.
- Więc co tu robisz? -  nic nie rozumiał
- Jakby to powiedzieć. Życie mnie do tego zmusiło. – chciała uniknąć rozmawiania o sobie, ale widziała, ze spostrzegł jej blizny po strzykawkach na ręce
- Narkotyki? – zapytał z niedowierzaniem
Jennifer opowiedziała mu historię swojej matki, a następnie swoją. Był dobrym słuchaczem. Podziwiał Marię. Z każdym dodatkowym faktem na temat życia Jen rozumiał jej decyzję coraz bardziej. Nie miał zamiaru jej hejtować. Chciał tylko ja zrozumieć, a to mu się udało. Kiedy poznał cały jej burzliwy życiorys zrozumiał, że są ludzie, którzy mają większe problemy niż on. Ta dziewczyna została sama z ogromnym długiem. Całkiem miło im się rozmawiało. W końcu poznała kogoś, kto nie gardził nią. On po prostu przyjął to do wiadomości. Szybko zmienili temat. Dowiedziała się, że śpiewa w sławnym zespole razem z czwórką innych chłopców oraz, że jego dziewczyna miała na imię Eleonor. Nie spodziewała się, że ten chłopak stanie się jedyną osobą, która naprawdę ja zrozumie. Doradził jej też, aby odnalazła swoją babcię. Być może po latach się zmieniła. W każdym bądź razie czas minął im miło. Louis nawet się uśmiechnął. To już był duży postęp. Po niecałych dwóch godzinach postanowił jednak wrócić do domu. Chłopcy cały czas do niego wydzwaniali.
- Lou, myślę, że Eleonor po prostu na ciebie nie zasłużyła. – powiedziała szczerze
- Dzięki za wszystko. – podszedł do niej i delikatnie wsadził jej do kieszeni spódnicy napiwek – Myślę, że ci się należy. – puścił jej oko i skierował się w stronę schodów
Jennifer wróciła do pokoju i położyła się na łóżku patrząc w sufit. Zaczęła zastanawiać się nad wszystkimi miłymi słowami, które powiedział jej Lou. Nie brała ich tak bardzo do siebie, ale podbudowały ją. Chciała mu podziękować, ale nie zdążyła. Miała nadzieję, że jeszcze się zobaczą, jednak po chwili dotarło do niej, że jest tylko dziwką, która akurat była pod ręką. Zeszła na dół pomagając przy barze i przy okazji czegoś się napić. Do końca wieczora była nieobecna. Czy to możliwe, żeby po tak długim czasie samotności potrafiła jeszcze komukolwiek zaufać? Nie wiedziała. Miała jedynie nadzieję, że dzień jutrzejszy da jej odpowiedź na to pytanie.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Łuhuhuhu :D
Dałam radę napisać dziś :D Cieszycie się?
Tak oto wyszło na jaw, iż ten blog będzie o Lou :D Kochane, nie chcę tu robić Zialla. Wole pomyśleć nad osobnym opo na ich temat. 
Dziękuję za to, że cierpliwie czekałyście na moją wenę ;) To dużo dla mnie znaczy.