Rozdział 4
Krzyki Jennifer było słuchać w całym domu. Całe towarzystwo zebrało się, aby oglądać tą zabawną scenę. Louis tylko spiorunował ich spojrzeniem i zaprowadził Jen na górę, aby pokazać jej pokój. Była obrażona i rozzłoszczona. Miała za złe Louisowi, że nie ustalił tego z nią. Mógł zapytać czy tego chce. Wiedziała, że odpowiedziałaby, że nie potrzebuje niczyjej pomocy, ale taka była prawda. Miała wrażenie, że Lou się nad nią zlitował, a tego nie wybaczyłaby mu. Weszła do pokoju kładąc swoją torbę na łóżku. Wszystko się w niej gotowało. Musiała jakoś wyładować swoją złość. Louis zamknął za nią drzwi, chciał pogadać, ale Jennifer była zbyt rozwścieczona. Nie ogarniał jej myślenia. Powinna się cieszyć, że uwolniła się od Hektora, ale tak nie było. Nie wiedział dlaczego. Postanowił uspokoić ją trochę, ale nie dał rady. Dziewczyna chwyciła co miała pod ręką i rzuciła na podłogę. Dopiero kiedy szkoło rozbiło się na ziemi dotarło do niej co zrobiła. Ramka ze zdjęciem matki leżała w kawałkach na ziemi. W pokoju zapanowała cisza, a Jenni tylko podniosła fotografię. Ujrzawszy widniejącą na nim datę jej oczy się zaszkliły, a chwilę po tym po policzkach zaczęły spływać jej łzy. Usiadła załamana na łóżku wpatrując się w przestrzeń. Louis zmartwił się. Nie wiedział co spowodowały ten nagły płacz.
Krzyki Jennifer było słuchać w całym domu. Całe towarzystwo zebrało się, aby oglądać tą zabawną scenę. Louis tylko spiorunował ich spojrzeniem i zaprowadził Jen na górę, aby pokazać jej pokój. Była obrażona i rozzłoszczona. Miała za złe Louisowi, że nie ustalił tego z nią. Mógł zapytać czy tego chce. Wiedziała, że odpowiedziałaby, że nie potrzebuje niczyjej pomocy, ale taka była prawda. Miała wrażenie, że Lou się nad nią zlitował, a tego nie wybaczyłaby mu. Weszła do pokoju kładąc swoją torbę na łóżku. Wszystko się w niej gotowało. Musiała jakoś wyładować swoją złość. Louis zamknął za nią drzwi, chciał pogadać, ale Jennifer była zbyt rozwścieczona. Nie ogarniał jej myślenia. Powinna się cieszyć, że uwolniła się od Hektora, ale tak nie było. Nie wiedział dlaczego. Postanowił uspokoić ją trochę, ale nie dał rady. Dziewczyna chwyciła co miała pod ręką i rzuciła na podłogę. Dopiero kiedy szkoło rozbiło się na ziemi dotarło do niej co zrobiła. Ramka ze zdjęciem matki leżała w kawałkach na ziemi. W pokoju zapanowała cisza, a Jenni tylko podniosła fotografię. Ujrzawszy widniejącą na nim datę jej oczy się zaszkliły, a chwilę po tym po policzkach zaczęły spływać jej łzy. Usiadła załamana na łóżku wpatrując się w przestrzeń. Louis zmartwił się. Nie wiedział co spowodowały ten nagły płacz.
- Jennifer, co się stało? – usiadł obok niej
- Dzisiaj jest rocznica jej śmierci, a ja.. – głos jej się załamał - ..zapomniałam. – ukryła twarz w dłoniach
Lou wiedział, że matka była dla niej niesamowicie ważna, dlatego tak się zachowała. Nie był pewien czy robi dobrze, ale podniósł ją, posadził na swoich kolanach i mocno przytulił. Dziewczyna nie opierała się. Wtuliła się w chłopaka cicho łkając. Ta sytuacja go zdziwiła. Jen zazwyczaj była silna, nie pokazywała słabości, wręcz przeciwnie. Teraz jednak okazało się to tylko pozorami. Była wrażliwa i potrzebowała wsparcia i on zamierzał je jej dać. Dotarło do niej, że ma szczęście, że trafiła na Lou. Pomógł jej. Jako jedyny z nich wszystkich wyciągnął do niej pomocną dłoń. Wiedziała, że wszystko co robi przeczy jej wdzięczności, ale ona po prostu nie potrafiła inaczej. Teraz Louis był z nią. Trzymał ją w ramionach i pilnował żeby poczuła się lepiej.
- Lou... Przepraszam i dziękuję. – wyszeptała
- W porządku. – powiedział nadal ją tuląc
Jeszcze przez chwile dochodziła do siebie. Kiedy wstała z kolan Louisa skierowała się do łazienki przemyć twarz. Oczy miała spuchnięte, a makijaż rozmazany. Po długiej pracy wyglądała jak przedtem. Może za wyjątkiem czerwonych oczu, ale to szczegół. Kiedy opuściła łazienkę Lou siedział na łóżku zdenerwowany.
- Co się stało? – zapytała zmartwiona
- Eleanor jest na dole. Chce ze mną porozmawiać. – niespokojnie tupał nogą
- Chyba powinieneś tam zejść. Mimo wszystko nie możesz jej olać. – poklepała go po ramieniu
- Co mam jej powiedzieć? Że nadal ją kocham? Że tęsknię, ale nie wrócę do niej bo z bardzo mnie zraniła? – wstał i zaczął nerwowo chodzić po pokoju
- Spokojnie, wszystko będzie w porządku. Głowa do góry. – uśmiechnęła się ciepło
- Dzięki. – pocałował ją w czoło – Mam dość nietypową prośbę. Mogłabyś udać przed Eleanor, że coś nas łączy? Myślę, że zostawiłaby mnie wtedy w spokoju. – czekał na jej reakcję
- Em… Nie uważasz, że to dziwne? To chyba nie jest dobry pomysł. Zresztą, co pomyślą twoi przyjaciele? – spojrzała na niego z wyrzutem
- Masz rację. Przepraszam. Idę, odpoczywaj. – powiedział i opuścił pokój
Skąd mu przyszedł do głowy taki pomysł? Czy naprawdę uważał, ze to mogłoby wypalić? Nie była do końca przekonana co do tego. Pokręciła się chwilę po pokoju zastanawiając się czy nie powinna przypadkiem mu pomóc. Doszła do wniosku, że on bardzo się poświęcił dla niej, więc mogłaby mu się w ten sposób odwdzięczyć. I tak miała tu zostać, więc postanowiła pozbyć się przynajmniej Eleanor. Zeszła na dół. Z salonu dobiegały odgłosy rozmowy. Wydawało jej się, że jest tak ktoś jeszcze oprócz Louisa i jego byłej. Miała rację. Po usłyszeniu nieznanego jej męskiego głosu jej przypuszczenia się potwierdziły.
- Louis, ja naprawdę żałuję. – powiedział zdesperowany żeński głos
- Przyznaj się, co Ci zrobił ten frajer? – usłyszała drwinę w jego głosie
- To nieistotne. Błagam, wybacz mi. – mówiła przez płacz
Agatha nie była zadowolona z wizyty Eleanor. Miała nadzieję, że Louis nie da się nabrać. Chcąc ratować sytuację postanowiła sięgnąć ostatniej deski ratunku.
- Lou, a co z Jennifer?
- Kim jest Jennifer? – spojrzała zdziwiona Eleanor
- Jego dziewczyną. – ujrzeli dziewczynę wchodzącą do pomieszczenia
Louis szybko zrozumiał, że Jen przyjęła jego wcześniejszą propozycję. Wstał z fotela i skierował się w stronę swojej domniemanej dziewczyny. Objął ją w pasie i pocałował ją delikatnie. To wszystko nic dla nich nie znaczyło. Lou było ciężko, ale potrafił opanować na chwile swoje emocje. Dziękował w duchu, że Jenni mu pomogła. Nie wiedział jak postąpiłby, gdyby ta rozmowa ciągnęła się dłużej.
- Sama widzisz, że ja nauczyłem się żyć bez ciebie. Tobie też radzę. To koniec. – powiedział wyprowadzając Jennifer za rękę z salonu
Eleanor szybko opuściła dom One Direction. Lou odetchnął z ulgą. Nie spodziewał się jednak, że Harry tak bardzo się wścieknie.
- Co to miało być? Pojebało cię?! Najpierw mówisz, że tęsknisz, a potem puszczasz się z pierwszą lepszą! - wskazał na Jen
- Harry, uspokój się do jasnej cholery! – krzyczała Agatha
- Może lepiej sobie pójdę? – zapytała Jen
- Idź, zaraz do ciebie wrócę. – powiedział Lou
Dziewczyna skierowała się do pokoju. Zachowanie nieznajomego chłopaka trochę ją zdenerwowało. Podeszła do swojej torby wyciągając z niej paczkę papierosów. Wyszła na balkon i zapaliła jednego. Musiała poddać się nikotynowym pieszczotom. Po wypaleniu jednego sięgnęła po następnego, ale pojawił się Tomlinson, który zburzył jej plany.
- Nie wiedziałem, że palisz. – zdziwił się
- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz. – podsumowała – Sytuacja na dole opanowana?
- Tak jakby. Agatha się pokłóciła z Harrym i wyszła trzaskając drzwiami. – skrzywił się lekko
- I to wszystko przeze mnie. Mówiłam ci, że nie powinnam tu zostawać. Twój kumpel mnie nie lubi, reszta jeszcze mnie nie zna, ale pewnie też nie polubi. Kto chciałby się przyjaźnić z dziwką? – spojrzała na niego pytająco
- Ja. – zabrał jej papierosa z ręki – Jeżeli chcesz to możemy na razie im nie mówić o twojej przeszłości. Wie tylko Agatha, ale ona jest nieszkodliwa. – uśmiechnął się ciepło
- Zróbmy tak. – przytaknęła
- Jenni, dziękuję, że pomogłaś mi z Eleanor. – odgarnął niesforny kosmyk włosów z jej czoła
- W porządku. Chciałam się jakoś odwdzięczyć za zabranie mnie z tego burdelu. Tak nawiasem mówiąc.. Przed twoimi kumplami też będziemy udawać? – zapytała ciekawa
- Jeżeli chcesz to mogę im wytłumaczyć, że zrobiłem to, żeby pozbyć się Elean.. – przerwała mu
- Nie, w porządku. Pomogę ci. - oznajmiła
- Dziękuję. – uśmiechnął się czule
Rozmawiali jeszcze jakiś czas na balkonie. Dobrze im się gadało. To dziwne, ale bawienie się w dziewczynę Louisa Tomlinsona mogło być zabawne. W końcu niecodziennie jego przyjaciel nazywa cię pierwszą lepszą. Cóż, musiała przywyknąć. Widocznie nie zrobiła dobrego pierwszego wrażenia. Miała to gdzieś. Nie miała zamiaru się podporządkowywać. Louisowi odpowiadała jej osobowość, więc dlaczego miałaby się zmieniać? Coraz częściej myślała o Lou i o tym co by pomyślał w danej sytuacji. Powoli zaczynało ją to denerwować, ale cóż ona mogła? Kiedy weszli z powrotem do pokoju rozsiedli się na łóżku obmyślając plan działania.
- Czyli to jest układ bez zobowiązań? Nie posądzamy się o zdradę i robimy co chcemy? – upewniała się
- Tak. Myślę, że to dobry układ. – powiedział dumnie
- Powiedzmy. – zaśmiała się
- Mam do ciebie prośbę. – zaczął niepewnie chłopak – Tylko się we mnie nie zakochaj.
- Miłości nie ma. Istnieje jedynie pociąg fizyczny. Nie musisz się o to martwić. – zapewniała
- Istnieje. Kiedy poczujesz jaka jest silna zrozumiesz, że się myliłaś. – uśmiechnął się lekko
- Ja też mam prośbę. Nie dawaj mi powodów, żebym poczuła jej siłę.
Lou spojrzał na nią swoimi bajecznymi tęczówkami. Chciała powiedzieć mu, żeby już sobie poszedł, ale zamknął jej usta oczywiście nic nieznaczącym pocałunkiem.
__________________________________________
Piszcie swoje sugestie w komentarzach :D
Misia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz