Rozdział 3
Louis wrócił do domu zamyślony i nieobecny. O mało nie przejechał staruszki na przejściu dla pieszych. Na szczęście w porę się zorientował, że musi się zatrzymać. Jego myśli krążyły wokół Jennifer. Był zły, że nie pozwoliła sobie pomóc. Przecież mogła pojechać z nim i wszystko byłoby w porządku. Martwił się. Podał Mary swój numer telefonu w razie czego. Obiecał sobie, że uda mu się ją uwolnić. Była jedynie przypadkową dziewczyną, ale zmieniła nieco jego nastawienie do swoich problemów. Zrozumiał, że są na świecie ludzie borykający się z gorszymi rzeczami. Na przykład Jennifer, którą życie zmusiło do prostytucji. Po przekroczeniu progu od razu skierował się do kuchni. Otworzył lodówkę i wyciągnął z niej piwo. W domu wydawało się nie być nikogo. Cisza była tu obca dlatego stwierdził, że chłopcy gdzieś wyszli. Kiedy wszedł do salonu jego przypuszczenia nie do końca się potwierdziły. Na kanapie Harry i Agatha nie szczędzili sobie czułości. Zmierzył ich spojrzeniem i usiadł na fotelu. Wszystko dookoła przypominało mu o chwilach spędzonych z Eleanor. Cholerni tęsknił. Gdyby nie fakt, że nigdy go nie kochała chciałby jej wybaczyć, znów ją przytulić. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że to wszystko minęło. Rozdział noszący jej imię został zakończony. Obecnie czuł się fatalnie. Z jednej strony uparta Jennifer, a drugiej miłość do Eleanor. Czuł, że wszystko wymyka mu się z pod kontroli. Wiedział, że jego uczucie minie, ale musiał dać sobie czas. Otworzyć się na nowe kontakty. Stwierdził jednak, że najpierw załatwi sprawę z Jennifer, a następnie zajmie się sobą. Tak wydawało się mądrzej.
- Louie, co się dzieje? – zapytał Hazza, ale Lou nie odpowiedział
- Martwimy się o ciebie. – powiedziała dziewczyna
- Nie macie powodów, jest w porządku. – powiedział i upił łyk piwa – Jestem po prostu trochę zmęczony.
- To może idź odpocznij. – doradzała mu
- Nie, dam radę. Zresztą, ostatnio i tak cierpię na bezsenność.
Harry czuł, że Lou się zmienił. Nie był taki sam. Wszystko co mówił nie zawierało emocji. Nie poznawał go. Nie robił już scen zazdrości, nie przychodził się przytulić. Stawał się całkiem obcy. Wszyscy starali się mu pomóc, ale on tego nie chciał. Mówił, że sam sobie z tym poradzi. Jego chwilowy kryzys nie wpływał na pracę. Dalej dawał z siebie wszystko, bo tego od niego wymagano. Hazza chciał go jakoś pocieszyć, ale sam nie popierał jego decyzji. Uważał, że Eleanor popełniła błąd, ale nikt nie jest nieomylny. Lubił ją, więc chciał przekonać Louisa do zmiany zdania. Jednak bezskutecznie.
- Pójdę z tobą i cię ululam do snu, co ty na to? – zapytał Harry
- Wolałbym wspólny prysznic. – wysilił się na uśmiech
- Czyli jeszcze nie jest z tobą aż tak źle. – ucieszył się Harold i podszedł go przytulić
- Powinnam chyba być zazdrosna. – zamyśliła się Agatha
- Ty masz go cały czas, a ja tylko od czasu do czasu. Nie bądź taka. – zbulwersował się Lou
- Spokojnie. – zaśmiał się Hazza – Idę wziąć kąpiel, idzie ktoś ze mną? – uniósł brew
- Damy mają pierwszeństwo. Mną się zajmiesz jak Agatha pójdzie spać. – Lou uśmiechnął się lekko
- Idź sam, ja sobie wyjaśnię co nieco z Panem Tomlinsonem. – spojrzała szyderczo
- Bój się Boo Bear, ona gryzie. – powiedział Hazza i opuścił pomieszczenie
W salonie przez chwilę panowała cisza. Louis cieszył się, że jego Hazzuś trafił na taką dziewczynę. Była ładna, miła, zabawna, szczera, zawsze uśmiechnięta. Nie dąsała się, ani nie robiła wielkich scen zazdrości. Poznali się pewnego dnia w klubie, gdzie była kelnerką. Pech chciał, że przez pijanego Harolda straciła pracę. Agatha bardzo go nie lubiła. Uważała, że jest kolejnym rozpuszczonym gwiazdorem. Harry poczuł się zobowiązany wynagrodzić jej straconą pracę więc zaprosił ją na kolację. Oczywiście na początku odmówiła, ale Liam ma gadane, więc dała się namówić. Z biegiem czasu spotkania stawały się coraz częstsze, a potem zostali parą. Kiedy skończyły jej się oszczędności musiała opuścić swoje mieszkanie i zamieszkała w domu chłopców. Nikt nie miał z nią problemów. Może dlatego, że zawsze miała coś do powiedzenia i nie były to puste słowa? Tak, można powiedzieć, że była jedną z niewielu dziewczyn Harrego, które można zaakceptować. Jeżeli chodzi o wygadanie się to tez potrafiła słuchać, a nawet zdarzyło jej się zabłysnąć jakimś wspaniałym pomysłem.
- Harrego nie ma, więc przestać wciskać mi kity o zmęczeniu, Tomlinson. – spojrzała na niego wkurzona
- Po co chcesz wiedzieć? – spytał nadal pijąc piwo
- Chcę ci pomóc kretynie. Wydaje mi się, że tu nie chodzi o Eleanor. Mów co ci leży na żołądku. – naciskała
- Ale pod warunkiem, że nikt się nie dowie. Szczególnie Harry. – zaakcentował
- W porządku. To będzie tajemnica. – puściła mu oko
Louis zaczął od dnia w którym Eleanor go zdradziła. Opowiedział jej o wizycie w Paradise i o poznaniu Jennifer. Następnie poznał Agathę z jej historią. Słuchała wszystkiego dokładnie bez zbędnych komentarzy. Wiedziała, że problem Louisa miał głęboki korzeń.
- Lubisz ją. – stwierdziła
- Nom. – spojrzał w przestrzeń
- Porozmawiaj z jej przyjaciółką. Może ona wie co można zrobić żeby jej pomóc? Louis nie możesz się poddawać. Ta dziewczyna jest po prostu uparta, ale dla jej dobra powinieneś cos zrobić. Nie siedź jak ten kołek tylko działaj. – stwierdziła bezpośrednio
- Ale ona mnie znienawidzi. Nie wiesz jaka jest. Myśli, że jest najmądrzejsza i poradzi sobie. Myli się, ja wiem, że sobie nie poradzi. Muszę pogadać z Mary, ale to jutro. – wyciągnął telefon, aby napisać smsa do blondynki.
- Cieszę się, że poznałeś nową dziewczynę. – powiedziała mając nadzieję, że dzięki niej Lou zapomni o Eleanor
- Wiem co masz na myśli Agatha, ale ja nadal kocham Eleanor. Nie licz na to, że Jennifer to zmieni. Chce jej jedynie pomóc. – odrzucił poirytowany
Tak było. Nie chciał patrzeć na to, co dzieje się z Jen. To pozwoliło mu na jakiś czas zapomnieć o jego sytuacji uczuciowej. Agatha była naprawdę miła, ale swoje nadzieje mogła zachować dla siebie. Poszedł do swojego pokoju trochę wkurzony. Wziął prysznic i odczytał wiadomość od Mary.
„Cześć. Jennifer mnie zabije jak się dowie, ale musze Ci coś powiedzieć. Od kiedy wyszedłeś cały czas ryczy. Nie wiem o co Wam poszło, ale ogarnij to. Jeżeli chcesz pogadać to przyjedź o 8:00. Jen zazwyczaj śpi o tej godzinie. Mary.”
Louis odłożył telefon i postanowił położyć się wcześniej spać. Mimo szczerych chęci nie mógł zasnąć. Pokierował się do łazienki i wyciągną z szafki tabletki na sen. Czasem miał takie dni, że zaśniecie sprawiało mu problem dlatego zaopatrzył się w nie. Popił je wodą i wrócił do łóżka. Tym razem jednak poskutkowało. Po dwudziestu minutach zasnął.
Rano obudziły go promienie słońca. Przeklął w duchu, że zapomniał zasłonić rolet. Wstał i spojrzał na zegarek. Była 8:30.
- Zaspałem, cholera! – przeklął głośno
Szybko pobiegł do szafy wywalając z niej ciuchy. Znalazł coś czystego i skierował się na dół. Umył zęby i wybiegł z domu jak poparzony. Miał szczęście, że wszyscy spali. Szybko odpalił samochód i pojechał w stronę swojego celu. Po dziesięciu minutach był na miejscu. Wbiegł szybko do środka widząc dziewczyny sprzątające bar. Blondynka wycierała blat. Podszedł do niej nieogarnięty.
- Przepraszam za spóźnienie. – powiedział poważnie
- W porządku, Jennifer jeszcze śpi. Chodź. – zaprowadziła go do osobnego pokoju
- Powiedz mi co mogę zrobić. – wycedził na wejściu
- Po pierwsze pogadać z Hektorem o zgodę na zabranie ją poza lokal. Kiedy już ci się uda zadbaj, żeby jej nie znalazł. – powiedziała prawie szeptem
Louis spojrzał na nią ze zdziwieniem. Chciała, żeby ją wywiózł? Nie mógł tego zrobić. To wszystko wydawało mu się bez sensu.
- Nie mogę tak tego załatwić. Powiedz mi, ile jeszcze zostało jej długu? – wpadł na ciekawy pomysł
- Nie wiem, ale niewiele. Takie rzeczy wie tylko Hektor, ale co chcesz zrobić? – spojrzała badawczo
- Spłacić jej pożyczkę. Nie oszukujmy się, mi to nie zrobi różnicy, a dla niej to oznacza wolność. Jest Hektor? – zapytał bezpośrednio
- Nie rób tego. Ona cię znienawidzi. Nie pozwoli na to. Jest zbyt dumna żeby się zgodzić. – ostrzegała
- Wiem, dlatego mi pomożesz. – spojrzał z cwaniackim uśmiechem
Po obgadaniu szczegółów udał się do pokoju, w którym znajdował się Hektor. Chciał zredukować dług Jennifer. Mógł sobie na to pozwolić. Niektórzy cały czas kupują nowy samochód, a niektórzy pomagają innym. On należał do tych drugich. Tak jak myślał Hektor nie robił problemów. Chciał się pozbyć Jennifer jak najszybciej. Doprowadzała go do szału. Trzymał ją tu tylko ze względu na swoje pieniądze. Stwierdził jednak, że pieniądze chce dostać co tydzień. Tak było mu łatwiej. Lou nie do końca zrozumiał dlaczego, ale zgodził się. Po pomyślnym obrocie sytuacji udał się do pokoju, żeby obudzić Jenni. Mary wcześniej spakowała jej rzeczy i zaniosła do samochodu Lou. On sam musiał idealnie skłamać. Kiedy wszedł do pokoju dziewczyny nie spała już. Siedziała na brzegu łóżka. Kiedy zobaczyła chłopaka w drzwiach od razu spojrzała na zegarek. Była dopiero 9:30. Dopiero wstała i nie wyglądała najlepiej.
- Co ty tu do cholery robisz? – zmierzyła go spojrzeniem
- Dziś zabieram cię poza ten zawszawiony lokal. Hektor nie robił problemów. Dziś mamy spotkanie w terenie. Zbieraj się. – oznajmił uśmiechnięty mając nadzieję, że się zgodzi
- Nie masz ciekawszych zajęć? Myślę, że znalazłoby się kilka rzeczy wartych zrobienia i na pewno nie byłoby to spędzanie czasu ze mną. – spojrzała krytycznie
- Nie marudź, przebieraj się i jedziemy. Czekam na dole.
Kiedy zszedł na dół odetchnął z ulgą. Połknęła haczyk. Tylko co będzie kiedy zaparkują pod domem 1D i dowie się, że zostanie tu? Będzie wściekła, na pewno. Po dziesięciu minutach zeszła na dół. Wyglądała obłędnie. Pomyśleć, że wystroiła się tak na spotkanie z nim. Coś niewiarygodnego. Kiedy ujrzała dziwną minę chłopaka uśmiechnęła się w duchu. Widocznie podobał mu się jej dzisiejszy strój. Nic wielkiego, a jednak. Ubrała czarne, obcisłe rurki i biała, luźną bluzkę. Do tego zostawiła rozpuszczone włosy i zrobiła lekki makijaż. Wszystko pasowało. Kiedy już znalazła się obok niego ruszyli do samochodu. Droga minęła im szybko. Jennifer była ciekawa gdzie jadą, ale nie wypytywała. Po dziesięciu minutach ujrzała wielki, piękny dom, choć wyglądał jak jakiś dworek, a raczej dwór. Spojrzała na niego pytająco. Louis nic nie mówił. Zaparkował i wyciągnął z bagażnika jej rzeczy. Nie wiedziała co się dzieje. Domagała się wyjaśnień.
- Od tej pory nie jesteś już częścią Paradise i moja w tym głowa żeby tak zostało. – poinformował krótko
Powoli analizowała jego słowa. Kiedy dotarło do niej co zrobił wściekła się. Zaczęła krzyczeć i wyzywać. Louis starał się ją uspokoić, ale nie dawał rady. Kiedy skierowała się w kierunku bramy wyjściowej stwierdził, że nie ma wyjścia. Dogonił ją i bez pytania przerzucił ją sobie przez ramię niczym Shrek Fionę. Wyrywała się i machała nogami, ale niestety bez skutku. Kiedy postawił ją w holu tego wspaniałego domu usłyszał wiązankę wyzwisk pod swoim adresem oraz oznaki wszelkiego buntu i sprzeciwu.
- Teraz przegiąłeś pałę Tomlinson.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam że mnie tak długo nie było więc postanowiłam napisać dziś 4 rozdziały
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz