piątek, 20 lipca 2012


Rozdział 5

Następnego dnia Jennifer wstała dość wcześnie. Poszła do łazienki uczesać włosy i przemyć twarz. Po skończeniu tych czynności wyszła na balkon zapalić porannego papierosa. Zajęło jej to chwilkę, bo rozmyślała o wczorajszym dniu. Zastanawiała się czy dobrze zrobiła pomagając Louisowi. Zdawała sobie sprawę, że to wszystko może skończyć się wielkim skandalem, ale czego się nie robi dla swojego wybawcy?  Pełna dziwnych wątpliwości zeszła na dół. Z kuchni dochodził głos Lou i jeszcze jeden, ale nieznany jej. Po przekroczeniu progu pomieszczenia ujrzała chłopaka o czarnych włosach opartego o blat kuchenny. Po chwili dopiero podeszła przywitać się ze swoim domniemanym chłopakiem.
- Cześć. – uśmiechnęła się ciepło
- Hej. – wyszczerzył się Zayn
Louis podszedł do Jen i objął ją w pasie. Coś mu jednak nie pasowało.
- Paliłaś. – stwierdził
- O! Koleżanka od papierosa. – ucieszył się ciemnooki na co Lou spiorunował go spojrzeniem
- Oj jednego. – uśmiechnęła się cwaniacko
- Louie, jeden to nie zbrodnia. – wyraził swoje zdanie Czarnowłosy
- Zayn, jeśli dowiem się, że razem chodzicie na fajkę to…
Nie dokończył bo Jen zamknęła mu usta pocałunkiem.
- A tak właściwie to jest moja… - zaczął po zakończeniu udawanych czułości
- …dziewczyna. Wiem, Harry już nas poinformował. W każdym bądź razie jestem Zayn. – przerwał chłopakowi podając rękę dziewczynie
- Jennifer. – uśmiechnęła się – Cieszę się, że nie jestem jedyna paląca w tym towarzystwie. – zaśmiała się
- Ja tyle czasu sobie radziłem, więc ty też dałabyś radę. – puścił jej oko
- Są aż tak mało spostrzegawczy? – zapytała sarkastycznie co Lou podsumował chrząknięciem
Urażony Lou wyglądał zabawnie. Po jeszcze kilku prowokujących słowach udał obrażonego i poszedł pod prysznic. Korzystając z jego nieobecności palacze udali się na tyły domu. Skitrali się na schodach prowadzących na podwórko i odpalili papierosy.
- Louis nie lubi, kiedy dziewczyna pali. – powiedział Zayn
- Wiem. – zaciągnęła się
- Więc dlaczego palisz? – spojrzał na nią badawczo
- Paliłam zanim go poznałam. Sam wiesz jak trudno rzucić. – westchnęła ciężko
- Już drugi rok mówię, że rzucę, dla fanów, ale masz rację, to nie jest łatwe. – zaśmiał się
Posiedzieli jeszcze chwilę i wrócili do środka. W kuchni już tętniło życie. Było słychać krzyki i kłótnie. Zayn zobaczył grymas na twarzy dziewczyny, więc uspokoił ją tłumacząc, że to norma. Kiedy znaleźli się w środku tego całego zamieszania zauważyli, że śniadanie jeszcze nie jest gotowe. Po poznaniu przez Jen reszty zespołu zawiedzeni poszli poczekać na Louisa w salonie, gdzie zastali Agathę i jeszcze jedną dziewczynę. Wybranka Harrego uśmiechnęła się ciepło do Jennifer podchodząc do niej.
- Nie miałyśmy okazji się osobiście poznać, jestem Agatha, dziewczyna Harrego. – wyciągnęła rękę w jej stronę
- Współczuję. – zaśmiała się – Jestem Jennifer, ale to już wiesz. – podały sobie dłonie i usiadły na kanapie.
Dziewczyna towarzysząca Agathcie miała na imię Ruth. Pochodziła z Brazylii i była zjawiskowo piękna. Często się śmiała, emanowała pozytywną energią. Dowiedziała się, że projektuje ubrania. Współpracuje ze sławnymi Domami Mody, ale Jennifer nie zapamiętała nazw, bo nie miała bladego pojęcia o czym mówi. W każdym bądź razie mówiła o swojej pracy z wielkim entuzjazmem. Miała przy sobie teczkę ze swoimi projektami, które im pokazała. Była naprawdę ładne. Okazało się, że z Agathą przyjaźnią się już jakiś czas, więc bywa tu często. Tym razem jednak przyjechała pocieszyć dziewczynę po kłótni z chłopakiem. Jen nie wiedziała, dlaczego partnerka Harrego tak zawzięcie wczoraj jej broniła. Przecież Lokaty miał rację, była pierwszą lepszą. Nie miała zamiaru aż tak bardzo mieszać. Z zasadzie to nawet nie chciała tu mieszkać. Louis ją tu przywiózł i bez żadnego „ale” musiała tu zostać. W dodatku wpakowała się w udawanie jego dziewczyny. Nie musiała tego robić ale pod wpływem chwili ludzie robią gorsze rzeczy. W zasadzie taki układ jej się podobał. Lou naprawdę nieziemsko całował. Mogła go mieć bez żadnych zobowiązań. Związek bez przywiązywania się do siebie, dlaczego nie? Wiedziała, że jak to wszystko wyjdzie na jaw to całe One Direction się wścieknie, ale nie dbała o to. Lou powinien o tym pomyśleć zanim jej to zaproponował. Z przemyśleń przerwał ją przeraźliwy krzyk dochodzący z kuchni. Pod sufitem zaczął unosić się dym i czuć było zapach spalenizny. Okazało się, że zabawa z patelnią w wykonaniu Nialla nie była wskazana. Omlety, które według niego „jeszcze nie były gotowe” teraz miały czarną barwę. Oczywiście nadawały się jedynie do śmieci. Mimo starań Blondyna pierwszej porcji nie udało się uratować. Na szczęście nie cała masa się zmarnowała. Wszyscy wspólnymi siłami doprowadzili kuchnię do porządku i przyrządzili resztę omletów bez większych komplikacji. Po chwili dołączył do nich Louis. Niedługo po nim pojawił się Harry, który widząc jak Lou obejmuje Jen poszedł z powrotem na górę.
- Co mu jest? – zapytała zdziwiona Jennifer
- Zawsze się obraża jak Louie z kimś kręci. – wytłumaczył rozbawiony Liam
- Dlaczego? – zaśmiała się
- Wiesz, między nimi jest chemia. – wybuchnął śmiechem Niall
- O proszę, czego ja się dowiaduję! – zaczęła się śmiać Jen – Louis, żeby życie miało smaczek, raz dziewczynka, raz chłopaczek? – spojrzała na niego z widocznym rozbawieniem
Słowa dziewczyny spowodowały falę śmiechu przy stole. Lou nie odpowiedział, tylko strzelił rumieńca. Po skończonym posiłku i uszczypliwych uwagach obrażony poszedł pogodzić się z Haroldem. Poszło mu to sprawnie, bo po piętnastu minutach wspólnie zeszli po schodach wygłupiając się i śmiejąc. To mogło być do przewidzenia. Ocieplenie się relacji Larrego wcale nie zmieniło stosunku Hazzy do Jenni. Po prostu nie przepadał za nią. Według niego nie miała w sobie nic wyjątkowego. Była wulgarna i paliła papierosy. Wiedzieli, że wytrzymanie ze sobą pod jednym dachem może być nie lada wyzwaniem, ale postanowili podjąć się tego trudu. Harry zabrał Agathę na spacer, żeby przeprosić ją za wczorajszy dzień. Poniosło go. Wiedział, że jego dziewczyna nienawidzi takich sytuacji, dlatego starał się dzisiejszego ranka unikać towarzystwa Jennifer. Dziewczyna uświadomiła mu jednak, że niechęć do Jenni nie wywodzi się z jej wad, ale z tego, że znalazła się na miejscu Eleanor. To był fakt. Hazza poznał Lou z Ele. Według niego byli dla siebie stworzeni. Akceptował jej obecność. Była jedyną kobietą, której mógł zaufać i powierzyć jej pod opiekę Lou. Naprawdę nie widział nic aż tak strasznego w tym, że raz zdarzyło jej się zrobić błąd. Nikt nie jest idealny. On sam też wiele razy nawalił, ale Agatha mu wybaczała. W tym właśnie była magia. Spacer minął im bardzo przyjemnie. Kilka fanek rzuciło się po autograf czy zdjęcie, ale to wszystko. Po niecałych dwóch godzinach wrócili do domu.
            W domu roznosił się zapach obiadu. W kuchni urzędował Louis i Jennifer. Postanowili nie dopuszczać Nialla do garów po porannym incydencie. Po wspólnych zakupach stwierdzili, że na obiad przygotują kurczaka w ziołach. Wydawało im się najlepszym pomysłem. Wspólnie szło im nawet nieźle. Lou okazał się dobrym kucharzem. Jego śliczny fartuszek dodawał mu uroku. Jennifer zaczynała czuć się tu coraz bardziej swobodnie. Wspólne palenia z Zaynem, przedrzeźnianie Louisa z Niallem i Liamem oraz Harry, który jej nie lubił. Pomijając tą ostatnią osobę byłoby okej. Blondynek co chwilę zaglądał do kuchni wypytując o postępy w przygotowaniach. Wszyscy śmiali się, że nie może wytrzymać zapachów, więc wychodzi za podwórko. Nie dziwili mu się, kurczak pachniał pięknie. Cudowną atmosferę zepsuło jednak przybycie Harrego.
- Co dziś na obiad? – zapytał wchodząc do kuchni
- Kurczak. – odpowiedziała obojętnie Jen
- Nie mam dziś ochoty na kurczaka. – powiedział oschle
- Harry. – dziewczyna Hazzy zasygnalizowała swoje niezadowolenie
- Spokojnie Agatha. Ja wiem, że Pan Styles za mną nie przepada. Można powiedzieć, że z wzajemnością. Jednak skoro mu cos nie pasuje zawsze może opuścić to pomieszczenie, bo zanieczyszcza to cenne powietrze. Obiadu na życzenie też nie ma, więc jeżeli Harold jest niezadowolony to zawsze może zjeść jakże zdrowego fast fooda. Prawda Harry? – zapytała retorycznie uśmiechając się sztucznie
Chłopak nie odpowiedział tylko ze złością na twarzy wyszedł. Opanowanie Jennifer było godne podziwu. Agatha wściekała się po każdej uwadze Harrego na temat Jen. Louis też starał się ograniczyć wszelkie niemiłe zajścia. Nikt jednak nie spodziewał się, że tak doskonale poradzi sobie sama. Po odejściu Harolda, Louis wyszczerzył się do Jen.
- Moja dziewczynka. – pocałował ją w policzek
- Wow. Harry pewnie wyrywa włosy ze złości. – zachichotała Agatha
- Tylko nie te zacne loki! – wykrzyczał Louie – Jestem z ciebie dumny. – wyszeptał obejmując dziewczynę od tyłu
- Grunt to nie dać się wyprowadzić z równowagi. - uśmiechnęła się
Kiedy kurczak był już gotowy wszyscy zawołali towarzystwo na obiad. Harry się nie zjawił. W końcu czego mogli się spodziewać? Jennifer uraziła jego męska dumę. Należało mu się. Jen czuła, że to nie jest jej ostatnie starcie z Haroldem tego dnia, ale niczego się nie obawiała. Odgoniła myśli krążące wokół irytującego Stylesa i wróciła do rozmów panujących przy obiedzie.

_____________________________
Taki sobie !!!
liczę na komy 
Misia 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz